wtorek, 22 stycznia 2013

U lekarza

Na początku parę starszych pań uśmiechało się do miłej, wesołej, ciągle mówiącej dziewczynki, ale gdy wychodziłyśmy to widziałam, że większość oddycha z ulgą. Gadała ciągle czekając 40 minut i podczas kwadransu wizyty i po, gdy ją ubierałam. Głośno i dużo.
Czekamy, a córka bebla po recepcją, żeby nie zagłuszała babcia pokazuje jej obrazek układu oddechowego: tutaj usta, gardło, płuca. Dziecko pyta:
- Babusiu, a gdzie są smary, które połykam?

Potem z gabinetu stomatologicznego słychać odgłosy. Tłumaczę:
- Teraz trwa borowanie.
- A co to borowancja?

W gabinecie bardzo jej się podobało, bawiła się naklejkami "dzielny pacjent". Jedna to matka, druga córka, chodziły po parapecie ciągle gadając (dziwne, że w domu sama się bawić nie potrafi), dialogi, oczywiście zupełnie zmyślone ;) były takie:
- O boli mnie ucho.
- Dlatego, że nie chcesz smarkać i uciekasz jak daje ci krople.
- Boże, ale z Ciebie matka!
- Chodź, dam ci kropelki.
- Weź ode mnie te cholerstwo!
- Połóż się to dostaniesz pieniążka.
- Co to za matka, która przekupuje dziecko?! *

Nie wyrzucił nas i zapisał na kontrolę. Mała ma zapalenie obu uszu, jedno lekki, drugie mocniej. Biedna :(

* tak, przekupuje, 10 groszy do skarbonki, bo już nie wiedziałam co zrobić, żeby wcisnąć krople w nosek i uszka