poniedziałek, 3 września 2012

Psedskolak

Odebrałam córkę o 12.30 z przedszkola. Budynek jeszcze stoi, Marta zapłakana, ale ponoć dopiero pod koniec, "pani siostra kościelna" też przeżyła, ale zdziwiła się, że takie małe dziecko potrafi tyle mówić i ma taki zasób słów. Ma się ten talent po mamusi ;-)

Miałyśmy nieudany debiut rok temu, córka była parę dni, zachorowała, po dwóch tygodniach wróciła i tak trzy razy. Trzeci powrót spowodował histerię, krzyki, płacz i moczenie się. Kazano mi zrezygnować, bo dziecko się nie nadaje. Może i była za mała, bo 2,5 roku to niedużo, ale myślę, że słowa "pani dziecko się nie nadaje do przedszkola, niczego nie potrafi, sika do majtek, nie umi (powiedziała właśnie tak) się ubrać" powinno mówić się rodzicom osobno, nie przy dziecku. Dlatego nie wróciłam do tego przedszkola i teraz córka chodzi do takiego prowadzonego przez siostry zakonne, gdzie grupa jest mniejsza, a "ochronka" ma pozytywne opinie. Zobaczymy jak to będzie, ale sam początek wydaje się pozytywny. Wprowadzenie dziecka do przedszkola, zasady też są bardziej przyjazne.

Siostry mają większą wiedzę niż matka, cierpliwość może też i pewnie lepiej wytłumaczą dlaczego Jezus wisiał na krzyży i dlaczego w majtkach oraz czemu nie poleciał w niebo.

Ale po południu nie było już tak fajnie. Ciągle mówiła, że nie lubi sióstr, ze woli tamte durne przedszkole, że w ogóle nie lubi "żadnych psedskul i koniec" i jak ja nie mogę się zwolnić z pracy to tata ma się zwolnić, bo nie robi przecież "zdjęciów chojym dzieciom"! Dwa razy się posikała i trzy popłakała bez powodu. Żal mi jej, ale z drugiej strony widzę, że stara się też płakać czasem na siłę i chce pokazać kto tu rządzi, a niestety nie ona...