Okazało się, że w pierwszy dzień przy obiedzie moja słodka córeczka obwieściła:
- To się nie nadaje do jedzenia!

- To się nadaje do rzucania.
I... zaczęła rzucać w dzieci.
Lubi też krzyczeć i tupać.
Córunia mamuni, bo ponoć ja też tak robiłam.
"Dziecko to otwarte, kiełkujące dopiero życie. Czuje ono, postrzega i pyta o coś, co już po chwili uchodzi jego uwagi. Nie troszczy się o swoje chwilowe objawienia i jest zaskoczone, gdy po pewnym czasie dorośli odczytują mu z zapisków, co też takiego mówiło i o co pytało" /Karl Theodor Jaspers
oj będzie, będzie... ani się obejrzy :)
OdpowiedzUsuńma na to zadatki, ale nigdy nic nie wiadomo. Ja byłam dzieckiem nieśmiałym, dopiero potem nabrałam śmiałości :)
Usuńmoja rano nawet nie chciała słyszeć o przedszkolu...
OdpowiedzUsuńmoja córka teraz nie może się doczekać, tylko pierwsze trzy dni były tragiczne, wszystko robiła na przekór i bardzo się buntowała, począwszy od rzucania jedzeniem - czego normalnie nie robi, kończywszy na opowiadaniu kłamstewek typu: mówię do mamy po imieniu, nie potrafię się przeżegnać, nie będę się do was odzywać (córka potrafi milczeć parę minut ;) )
Usuńa cóż to bunt?
OdpowiedzUsuńWstała lewą nogą chyba hehe...
wredna matka dała dziecko do przedszkola, więc dała upust emocjom :)
Usuńma swoje zdanie, choć podejrzewam, że szybko je zmieni:)
OdpowiedzUsuńteż tak myślę, obstawiam, że gdy przyjdzie pora pójścia do zerówki to nie będzie chciała iść ;)
UsuńHahaha Twoja córa idealnie nadaje sie do przedszkola prowadzonego przez siostry:-p
OdpowiedzUsuń;-)
Usuńczyżby foszcio
OdpowiedzUsuń